poniedziałek, 15 lutego 2016

Ciemność, widzę ciemność

Witam po kolejnym przeżytym i nie zepsutym przez depresję dniu :)

Ze względu na miejsce w jakim mieszkam mam bardzo dogodną możliwość obserwowania natury. Czasem lubię wstać wcześnie rano- chociaż nieraz przychodzi mi to z wielkim trudem. Wtedy właśnie korzystam z możliwości cieszenia się każdym szczegółem otaczającego mnie świata. Niezwykłe kolory, ich nasycenie, płynne przejścia pomiędzy nimi są ukojeniem dla mojej duszy :) Obserwowanie jak z ciemności wyłania się nowy dzień jest doskonałą metaforą człowieka, który toczy walkę z depresją. Kiedy nie ma w naszym życiu żadnego światła, nic nie sprawia nam przyjemności, codzienne obowiązki są jedynie automatycznie wykonywanymi czynnościami- to oznacza noc naszego życia. Kiedy dostrzegamy problem- nie zawsze jesteśmy w stanie sami sobie poradzić z tym co nas zżera od środka. Czujemy się źli na cały świat, siebie i najbliższych. Zaczynamy się izolować.
Jeśli my nie wytrzymujemy z samym sobą to jak ktoś inny byłby w stanie to zrobić. Najbliźsi widzą, że mamy problem i chcą nam pomóc, ale nie wiedzą jak. I to jest właśnie ten moment kiedy pora powiedzieć: Hej, stary/mamo/kochanie mam problem. Nie jesteśmy sami i nie musimy cierpieć w samotności. Ze swojego doświadczenia wiem, że najtrudniej jest przyznać, że nie radzisz sobie przed samym sobą i najbliższymi. Na szczęście moi rodzice są bardzo dobrymi obserwatorami. Widywali mnie najwyżej kilka razy w miesiącu, dość szybko zorientowali się co jest grane. Namówili mnie na wizytę u specjalisty. Mama czekała ze mną przed drzwiami gabinetu i dopilnowała, żebym nie stchórzyła i nie uciekła z przychodni. Czułam się jak dziecko. Wizyta u doktora z mamą. Miałam wtedy niecałe 21 lat. Jednak to było to czego wtedy właśnie było mi trzeba. Kiedy środki farmakologiczne zaczęły działać w moim życiu przyszedł świt. Świat zaczął stopniowo nabierać barw, życie przestało boleć tak bardzo. Jednak żadne leki nie pomogłyby gdyby nie wsparcie ze strony otoczenia i wielka chęć odczuwania czegoś więcej poza pustką trawiącą wszystko co spotka na drodze.

Chęć życia zawsze wygra. Musimy tylko dać jej szansę :)

https://youtu.be/cI_qHsFV7nw

niedziela, 14 lutego 2016

Czołem! :)

A więc rozpoczynam swoją przygodę z blogiem :)
Traktuję go troszkę jako formę terapii, a także sposób podzielenia się tym co mnie ciekawi, bawi, zajmuje. Cieszę się z małych rzeczy i tym się chcę z Wami dzielić. Chcę udowodnić sobie i wam, że depresja nie przejmie kontroli nad moim życiem. Jak każda walka jest to pojedynek wymagający od zawodników wiele wysiłku, potu, trudu. Czasami także łez. Każdy kto doświadczył epizodów depresyjnych zrozumie jak ciężko jest walczyć z tak potężnym nieprzyjacielem. Właśnie dlatego jestem tu! Może czasem będę pisać odrobinkę naiwnie, niepoprawnie, a nawet niepoważnie, ale taka jestem- szalona, kręcona i radosna, kiedy ta paskudna depresja mi nie dokucza :)
Od jakiegoś czasu interesuje mnie kwestia naturalnych kosmetyków. Próbowałam już farbowania włosów fioletem gencjanowym (efekt widoczny na zdjęciu :D) naturalnymi sposobami oczyszczania organizmu, czy poprawy metabolizmu. Dzisiaj z okazji Święta Zakochanych postanowiłam zrobić sobie prezent. W końcu kochamy siebie, prawda? :)  Przygotowałam pierwsze, własnoręczne  mydełko peelingujące. Na efekt końcowy muszę poczekać do jutra, ale samo przygotowywanie go było mega frajdą :)
Do przygotowania potrzebne są:

  • mydło- najlepsze jest takie bezzapachowe. W końcu zapach możemy nadać sami :)
  • miseczka, kubek
  • garnek
  • tarka- taka jakiej używacie do tarcia sera na pizzę
  • pojemniczek, który będzie stanowił formę dla mydełka. Najlepiej sprawdzi się plastikowy.
  • papierowy ręcznik 
  • odrobina oliwki, oleju arganowego, suchego olejku lub zwykłego oleju rzepakowego do nasmarowania formy.
  • drewniana łyżka
W mojej opcji jako dodatków użyłam:

  • czarnej kawy mielonej- ze względu na jej działanie złuszczające, poprawiające ujędrnienie i dotlenienie skóry
  • mielonego cynamonu- ma właściwości silnie rozgrzewające, poprawia mikro krążenie i tak jak kawa pomaga nam walczyć z cellulitem. Ja dodaję cynamon gdzie tylko mogę. Jego zapach pobudza mnie i poprawia samopoczucie :)
  • kawa zbożowa- raczej w celu wzmocnienia koloru mydełka.
Swoje czary rozpoczęłam od starcia mydła na tarce. Potem dodałam kawę czarną i zbożową. Następnie dodałam cynamon. Przygotowujemy kąpiel wodną: Do garnka wlewamy wodę. Należy pamiętać, żeby nie nalać jej zbyt dużo, bo w takim przypadku woda po prostu wleje się nam do mydełka.Podgrzewamy wodę. W międzyczasie do mydełka dolewamy ok. 10-12 łyżeczek wody, aby łatwiej się rozpuściło. Mieszamy drewnianą łyżką. Jeśli mieszanka jest zbyt sucha- nie bójmy się dodać więcej wody. Wkładamy miseczkę do garnka z wodą i obserwujemy jak mydełko się rozpuszcza. Najlepiej nie doprowadzić do zagotowania mydełka. Przygotowujemy foremkę, smarujemy ją oliwką. Półpłynną masę przelewamy do foremki. Po ostygnięciu wstawiamy mydełko do lodówki i zostawiamy je na 24 godziny. Po 24 godzinach lekko ostukujemy foremkę, aby wydobyć mydełko. Oliwka nam to ułatwi. Tadam! Mamy wspaniałe, własnoręcznie wykonane mydełko :)
W przyszłości zamierzam eksperymentować z różnymi wariantami olejków eterycznych i dodatkami. Kusi mnie mydełko migdałowe z olejkiem waniliowym :)