Moja walka z depresją trwa nadal, raz wygrywam ja, raz ona zeruje licznik i znów zaczynamy budowanie wszystkiego od nowa. Przez ostatnie 10 miesięcy wydarzyło się wiele, wiele rzeczy którymi chciałabym się podzielić, lecz w głowie taki chaos :D
Jako, że nadeszły Święta, zgodnie z moją tradycją postanowiłam zrobić bilans roku.
Troszeczkę obawiałam się go, ponieważ nie wszystko w kończącym się roku było cudowne i wspaniałe. Spotkało mnie kilka nieprzyjemnych wydarzeń, jednak dochodzę do wniosku, że ten rok kończę na dużym plusie.
Po pierwsze: Spełniło się moje marzenie o wyjeździe do Londynu :) Tak, tak dość banalne i bez polotu :D Jednak mieszkanie, życie i praca tam działały na mnie jak plaster na rany. Tam poczułam się jak ryba w wodzie, Nieustanny ruch, masa ludzi wokół Ciebie i ta świadomość: Nikt mnie tu nie zna, nikt mnie nie ocenia. Tego mi było trzeba. Niestety, w Londynie też zdarzyło się coś czego chyba podświadomie mogłam się spodziewać. Zakończył się mój dwuletni związek z panem, którego na potrzeby bloga nazywać będę E. Było to trochę jak kop na twarz- z dnia na dzień zostać singielką wyrzuconą z naszego mieszkania i musieć zaczynać wszystko od nowa. Postanowiłam wrócić do Polski na jakiś czas.
Lipiec- i wspaniały tygodniowy urlop nad morzem :)
Moim zwycięstwem są moi przyjaciele!
Niesamowite wakacje spędzone z kumplem jeszcze z czasów studiów. Pan K. jest nieoceniony. 5 dni odpoczynku: dużo lenistwa, spacery po plaży i szalony wypad do Łeby. Bez konkretnego planu, bez noclegu a jednak udało się! Dzień spędzony na wędrówkach i delektowaniu nadmorskim specjałami, wieczór i noc przetańczona w klubach, a nocowanie- to było dopiero doświadczenie! Deeszcz rzęsiście padający i przemaczający nas nieprzygotowanych do suchej nitki i dwie postacie opuszczające o 7 rano pospinane kosze plażowe. Moje dzieci będą słuchać tej historii :D
Powrót do domu- bez bagażu, ponieważ wszystkie swoje rzeczy zostawiliśmy w domu dziadka pana K. Odzyskałam je dopiero po kilku tygodniach, ale było warto.
Samo lato wspominam bardzo ciepło ( tak w tym roku było ciepłe, ale chodzi o ciepło wewnętrzne)
W październiku trzydniowy wypad do Poznania ( również z Panem K, koncert mixtape'u dj'a Decksa i gość specjalny Fat Joe (było fantastycznie). Wesele najpiękniejszej pary młodej jaką widziałam do tej pory. Wierzcie mi- jestem osobą bardzo krytyczną pod względem wyglądu :D
I tak od kilku tygodni czując marazm i stagnację czuję, że pora zwijać żagle i poszukać szczęścia gdzie indziej, ponieważ cały spokój, radość i pozytywne nastawienie ulatują ze mnie jak z przekłutego balonika :(
Cały czas marzę o moim ukochanym Londynie, ale póki co finanse nie pozwalają. Na najbliższy okres założenie mam takie: Zarób, odłóż, jedź! Zobaczymy czy się uda :)
![]() |
![]() |
| Mój ukochany Burgess Park :) Mimo, że mieszkałam ponad pół godziny pociągiem stamtąd to i tak jest chyba moim ulubionym parkiem :D |
![]() |
Łeba- cisza przed burzą i myśliwce zamiast
ptaków na niebie :D
|
![]() |
| No i Wigilia. Tak wygląda mina kogoś kto się średnio czuję świątecznie :D No ale cóż, Wesołych Świąt :) |






